Aktualności, Menedżer Roku 2008

Józef Grot: Jak? Bez zbędnego ryzyka

Z Józefem Grotem, właścicielem firmy GROT, zdobywcą statuetki „Menedżer Roku Regionu Łódzkiego 2008” w kategorii małe i średnie przedsiębiorstwa, rozmawia Paweł Domarecki


Jakie miejsce zajmują Łódź oraz województwo łódzkie w Państwa planach rozwoju i ekspansji?

Województwo łódzkie jest najważniejszym elementem naszej strategii. W 1990 roku tu właśnie rozpocząłem działalność i rozbudowałem firmę w oparciu o działanie na terenie Łodzi i regionu.

Poza regionem łódzkim GROTA nie ma?

Odpięciu lat działamy także w Warszawie, a od niedawna na Pomorzu, ale i tak największą rolę odgrywają właśnie Łódź i województwo łódzkie.

Skąd wybór przetwórstwa żywności? Pana wykształcenie nie jest związane z tą gałęzią gospodarki…

Ale zawsze miałem zamiłowanie do rolnictwa. I na początku lat 90. zacząłem od przetwórstwa, a następnie, żeby móc przechwycić zysk ze sprzedaży, poszerzyłem działalność firmy o część dystrybucyjną, czyli sklepy. A kilka lat temu zdecydowałem się na produkcję rolną, czyli hodowlę trzody.

Czyli pełen łańcuch produkcyjny – od hodowli po sprzedaż klientom finalnym…
I na żadnym etapie nie tracimy wartości dodanej. Żeby ze wszystkich prowadzonych przez nas operacji zysk trafiał nie do innych, a do naszej firmy.

Ile teraz sklepów liczy firma GROT?

Jest ich na razie w sumie około 60, z czego prawie wszystkie w Łodzi i Łódzkiem. W Warszawie na razie – tylko sześć. Ale to dopiero początek naszej ekspansji na tym rynku.

Państwo postawili także na specyficzny rodzaj tych wyrobów. Nie są one z najniższych półek… To nie są sklepy z tanią a marną żywnością…

Bo zmienia się nastawienie klientów. Oni od wyrobów wysokowydajnych a tanich, po prostu odchodzą. Głównym naszym motorem jest jakość, zatem nasze wyroby nie są wysokowydajne, staramy się mieć w ofercie produkty wytwarzane praktycznie bez użycia dodatków funkcjonalnych, czyli takie, jak robione jeszcze kiedyś, za czasów naszych dziadków i babć.

A klienci to akceptują?

Kiedyś owszem,woleli produkty wysokowydajne, ale to się bardzo zmienia i obecnie coraz większy popyt mamy właśnie na żywność wyższej jakości.

I to pozwala się rozbudowywać?

Na tle branży widać, że jak najbardziej tak. Jesteśmy średnią firmą przetwórstwa mięsnego i powoli zbliżamy się do poziomu dużej firmy.

Państwa możliwości w woj. łódzkim powoli się wyczerpują. Jakie mają Państwo plany dalszej ekspansji?

Rzeczywiście, nastąpiło nasycenie regionu naszymi sklepami. Ale planujemy nawiązanie współpracy z innymi producentami i ich sieciami – podobnymi – w innych regionach Polski. Żeby z tymi producentami wymieniać się produktami na zasadzie barteru.

Na jakich zasadach?

My robimy dużo – więc dobrze i stosunkowo tanio – jakiegoś rodzaju wędliny. A mało–więc drożej – czegoś innego. Za to u naszego partnera jest akurat odwrotnie.

No dobrze, ale co z tego dla konkretnie wynika? W jaki sposób możecie na tym – wy i wasi partnerzy – zarobić? I czy nie ma tu jakiegoś niebezpieczeństwa?

Opłaca się i nami jemu zlikwidować wytwarzanie tego czegoś niewielkiego i droższego, żeby robić jeszcze więcej, taniej i lepiej to, czego produkujemy i tak dużo. A potem się wymienić. Żeby nasze wyroby były w ich sieci, a ich w naszej.Takie umowy planujemy zawrzeć z firmami z południa, północy i zachodu Polski.

I to się opłaci?

Tak, bo wzrośnie nasza efektywność. I ich także. Oni w detalu zgarną swoją marżę z tego barteru – ale i my także. My np. komuś dostarczymy wyroby kulinarne, a oni nam surowiec do produkcji.

O ile dzięki temu wzrośnie Państwa sprzedaż?

Od kilku do kilkunastu procent.

A inne pomysły?

Rozwój produkcji żywności tzw. wygodnej – do szybkiego zjedzenia. Kilka lat temu produkowaliśmy jej kilkaset kilo, dziś już kilkadziesiąt ton.

Jakie są najważniejsze wyzwania i bariery do pokonania przy takiej właśnie ścieżce rozwoju?
Niepewne, burzliwe otoczenie. Nie wiemy, jak będą wyglądały skutki kryzysu. Ale pocieszamy się, że żywność to nie samochody. I na razie nie widzimy negatywnego wpływu kryzysu na naszą sprzedaż. Ci klienci, którzy już nas wybrali, myślę, że przy nas pozostaną, nawet gdyby recesja się zaostrzyła. Dlatego, mimo wszystko, uważam, że kryzys nam nie zagrozi.

Preferuje Pan raczej ewolucyjny, spokojny rozwój, nie skokowy. Dlaczego akurat taka a nie inna, bardziej dynamiczna filozofia?

Jestem pragmatykiem.Nie lubię ryzyka,wymagającego korzystania z zewnętrznej pomocy i zachwiania równowagi firmy. W związku z tym musimy wypracować te środki w większości sami. Nie mamy planów giełdowych. Firma jest rodzinna i taka pozostaje.

Ale skoro tak, to cała przyszłość GROTA rozstrzygnie się podczas zmiany pokoleniowej… A to przecież największe niebezpieczeństwo w każdej firmie rodzinnej. Kiedy Pańscy synowie lub córka przejmą zarządzanie zakładem?

Dwaj synowie – Artur i Dominik – są już współwłaścicielami firmy. Artur już tu pracuje i się uczy – pod moim okiem. Dominik jeszcze studiuje. Lepszy zostanie szefem.

A Pan od kogo się uczył?

Myślę, że dużo dała mi zwyczajna intuicja. Już kiedy mieszkałem, jako młody chłopak, w Sadykierzu, starałem się nią kierować.

Nowoczesny menedżer musi działać nieco inaczej niż 10-15 lat temu. Pojawiły się wyzwania związane np. ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. Jak Panu udaje się to łączyć z działalnością gospodarczą?

Jakoś tak, po prostu. Próbuję dbać o pracowników. Mogą oni – i ich dzieci – korzystać z gabinetu odnowy, stadniny, opłacamy wielu z nich naukę, w tym studia podyplomowe i zawodowe, dotujemy miejscowe organizacje społeczne, straż pożarną, koło gospodyń, współpracujemy z władzami gminy i miasta Rzgowa, wydajemy więcej niż wymagają standardy, jeśli chodzi o ochronę środowiska…

I to powoduje mniejsze kłopoty z fluktuacją kadr?

Kiedy zaczęła się migracja do Unii, mieliśmy z tym trochę kłopot, ale to już się stabilizuje.Nasi ludzie czują się związani z zakładem. Firma jest mocna swoimi ludźmi. Z wizją, pomysłem, strategią. Ale i po prostu tymi, którzy są zainteresowani jej powodzeniem.

Jak ich zachęcacie?
Przede wszystkim system wynagrodzeń mobilizuje pracowników – spora część płac zależna jest od zyskowności firmy, w sumie kilkadziesiąt procent.

Teraz ma pan 49 lat. Od 18 lat buduje Pan firmę. Gdzie Pan z nią będzie, gdzie Pan chce z nią być za kolejnych 10 lat?

GROT pozostanie firmą rodzinną, nastąpi –mam nadzieję – zmiana warty, najważniejszy pozostanie dla nas rynek łódzki. Ewentualnie Warszawa. Stabilizacja w regionie i spokojny wzrost to nasz cel. Myślę, że będziemy sobie dawać radę.

Hipermarkety? A może rozkręcicie nową produkcję?

Nie zamierzamy na razie tego robić. Najważniejsza jest dla mnie jakość wyrobów. Rozbudujemy dział kulinaria, może włączy się w to któryś syn…

Elektorzy i kapituła jednoznacznie wskazali na firmę GROT. To zasługa waszych wyników, czy może po prostu raczej popularność waszej marki? A może wygrana w konkursie to jest po prostu sukces lidera zespołu?

Marka na rynku lokalnym na pewno jest rozpoznawana, a nasze kontakty świadczą o tym, że ci, którzy nas znają, już kojarzą nas z jakością. To mnie bardzo cieszy.